Sexfie: nowa moda na zdjęcia w mediach społecznościowych

Sexfie: nowa moda na zdjęcia w mediach społecznościowych

fot. MenMagazine

Czy coś jeszcze może nas zaskoczyć w mediach społecznościowych? Była już moda na selfie, fotografowanie pośladków i stóp, a nawet wspólne zdjęcia ze… zmarłymi. Teraz nadchodzi era sexfie!

Jak się okazuje granice wyzbycia się prywatności w sieci stale się przesuwają. Jeszcze niedawno kontrowersje wywoływały zamieszczane na portalach społecznościowych zdjęcia pośladków i stóp, czy idąc dalej wspólne fotografowanie się z najbliższym zmarłym (corpsie). Dziś internauci w mediach społecznościowych chwalą się zdjęciami sexfie zrobionymi zaraz po orgazmie lub nawet w jego trakcie i wcale się tego nie wstydzą. A wszystko według zasady: nie tylko oglądać, ale też być oglądanym.

Bohaterzy sextingu uwieczniają nie tylko swoją twarz, wyrażającą ekstazę lub pozycję ciała mówiącą o tym, że przed chwilą miał miejsce seks, ale sięgają także po mocniejsze ujęcia. Podnieceni swoim ekshibicjonizmem fotografują się podczas swoich seksualnych uniesień, również tych przeżywanych w trakcie stosunku seksualnego. Wprawdzie część z tych zdjęć, przesyłanych na snapchacie, znika po kilkunastu sekundach, jednak są i takie, które w zależności od tego na jakim serwisie społecznym je powieszono, można dłużej „podziwiać” w sieci.

Dla jednych być może to tylko  niewinna zabawa, inni z kolei takie zachowania podciągną pod zaburzenia psychiczne. Nad zjawiskiem sextingu pochyli się psychiatrzy z Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. W wyniku przeprowadzonych badań wyróżnili trzy etapy sextingu. Pierwszy: to zwykła ciekawość – robienie sobie (i/lub partnerowi) 2-3 fotek dziennie i przesyłanie na któryś z serwisów społecznościowych. W drugim liczba fotek zwiększa się dwa razy, aby już w trzecim etapie przeistoczyć się w „niekontrolowaną żądzę”, prowadzącą do wykonywania i przesyłania na serwisy  co najmniej sześciu zdjęć dziennie.