Markowe tarcze do hamowania dużego rozmiaru (300 mm) tworzą świetny duet z przewodami w stalowym oplocie i świetnie radzą sobie w terenie oraz na asfalcie. Trzeba tylko pamiętać o ograniczeniach (mokry asfalt) właściwych dla opony terenowej czy w tym wypadku quasi-terenowej.
A propos opony: prowadzenie motocykla na gumie typu, nazwijmy ją kostką all terrain, jest rozsądnie wygodne na czarnym i całkiem przyczepne, kiedy z niego zjechać. Tylko żeby nikomu do głowy nie przyszło na takim obuwiu brać się za bary z kopnym piachem, czy głębszym błotem, bo obydwaj z Rychem polegniecie. Na poważniejszy teren to bardziej motocykl rekreacyjny, niż PRO.
Jakkolwiek 125-ka mocą nie grzeszy, to zupełnie dobrze radzi sobie w lekkim terenie, czyli na polach, łąkach szutrach itd. A to między innymi dzięki dużemu skokowi zawieszenia i niewielkiej masie – nieco ponad 107 kg na sucho. Ponadto, jeśli znajdziecie „hopę” o trajektorii lądowiska kompatybilnej z mocą Riehu i podzielicie to przez odpowiednią długość najazdu, jako wynik otrzymacie ubaw po pachy, gwarantuję.
Najwyższa wykręcona przez Rycha na asfalcie prędkość w naszym teście, to 110 km/h. W tym miejscu należą się podziękowania kierowcy dużego SUV-a jadącego tym tempem, za udostępnienie swojego tunelu aerodynamicznego, co umożliwiło osiągnięcie takiej prędkości.
Czterozaworowy silnik Rieju jest chłodzony cieczą i trudny do zajechania. Całodzienne upalanie po różnym terenie w temperaturach zbliżających się do 30 stopni, nie jest w stanie zrobić mu nic więcej, niż załączyć wentylator na chłodnicy.
Brak konkurencji w tych rejestrach cenowych powoduje, że Rychu to najrozsądniejszy wybór dla młodych adeptów jednośladów oraz każdego, kto chce zdobyć pierwsze doświadczenia w offroadzie.






