Jak planować, żeby realizować swoje cele?

Jak planować, żeby realizować swoje cele?

Każdy ma cele. Każdy ma coś do zrobienia. Każdy z nas chciałby jak najlepszej produktywności. Ja chcę. Ty też chcesz. Tamten w samochodzie po prawej, stojący w korku – również chce. Nie każdy jednak skutecznie działa w tym kierunku.

Owszem, często potrzebna jest zaledwie determinacja. Czasami potrzebna jest jakaś reorganizacja. Najczęściej jednak potrzebna jest rutyna i odpowiednie nawyki. I oczywiście dobry plan, stanowiący solidny fundament naszych upragnionych celów.

Krok pierwszy? Musisz wyeliminować swoją prokrastynację, czyli nic innego jak… odkładanie wszystkigo na później.

Wiesz, że na ten moment szacuje się, że około 80% Polaków – odkłada na później wiele spraw? Dużo, prawda? Jesteś w tym gronie? Jeśli tak, zaraz temu zaradzimy:

  1. Znajdź powód odkładania. Być może po prostu nie wiesz, od czego zacząć działać. Być może brakuje Ci kompetencji. Być może nie umiesz zdecydować pomiędzy tym, co obowiązkowe a tym, co… zwyczajnie przyjemne. Równie częstą przyczyną jest (oczywiście!) naturalny strach przed porażką. Ba! Często obawiamy się również sukcesu. Dlaczego? Podświadomie bronimy się w ten sposób przed ewentualnym większym nakładem pracy, który się z nim wiąże.

  2. Zawsze ustalaj realny deadline. Mając coś do zrobienia, weź pod uwagę swoje możliwości i potrzebny czas. W ten sposób wyznacz termin, którego będziesz się trzymać.

  3. Zrób mały krok. Czasami ten pozornie najmniejszy – wystarczy, żeby ruszyć do przodu i zrealizować swój cel. Wyznaczaj sobie te małe zadania, które łącznie stworzą całość przewidzianego planu.

  4. Nagradzaj się. Oczywiście, nie mówimy tutaj o spektakularnych nagrodach za wszystkie małe kroki. Jeśli jednak wyznaczysz sobie już jakiś cel, zrealizujesz go w założonym terminie – nic nie stoi na przeszkodzie, żeby się w jakiś sposób docenić i nagrodzić, chociażby porządnym zasłużonym relaksem w ulubiony sposób czy nowym gadżetem, który miałeś na oku od dawna ale brakowało ku niemu okazji.

Po drugie: nie pozwól by coś Cię rozpraszało.

I tutaj oczywiście wiesz, o czym mowa. Cały sezon serialu w dwa dni. Facebook scrollowany przez połowę każdego dnia. Podjadanie bez głodu, ot z nudów spacery do lodówki i intensywne przeszukiwanie półek. Czasami to bywa sprzątanie posprzątanego. Innym razem zakupy online. Pozornie wszystko z nudów. Tylko z jakich nudów? Skoro masz zadanie X do odhaczenia, nie szukaj sobie pokusy Y do nagłego zrealizowania. Rozpraszacze przybierają różną formę i jest to dość indywidualna sprawa. Z całą pewnością – możemy jednak wymienić te najczęstsze:

  • social-media,

  • zakupy online,

  • Netflix i podobne platformy,

  • po prostu telewizja,

  • drzemka,

  • podjadanie,

  • rozmyślanie, gdybanie i wszystko to, co nie prowadzi do… czegokolwiek.

Po trzecie: stosuj metodę małych kroków.

Lub etapów. Jak zwał tak zwał. Każdy większy cel – rozpisuj sobie w postaci mniejszych celów, które Cię do niego doprowadzą. W ten sposób realizujesz jeden po drugim zadania, z których każde przybliża Cię do wyznaczonego efektu.

Przykład? Chcesz w tym roku zmienić pracę. Nikt nie zagwarantuje Ci, że za trzy tygodnie w środę wstaniesz rano i w drodze do pracy – odbierzesz TEN telefon, w odpowiedzi na aplikację wysłaną… pół roku temu. Podziel ten cel na realne elementy!

Najpierw określ jasno: jakiej pracy szukam? Później ustal: ile czasu dziennie poświęcę na poszukiwania? Na koniec zweryfikuj: czy jestem gotowy, czy moje CV jest aktualne, czy coś powinienem zmienić? A następnie przystąp do działania, wskocz w rutynę i codziennie przez (na przykład) godzinę po obiedzie – szukaj, aplikuj, wysyłaj, przeglądaj. Wtedy z każdym kolejnym działaniem, przybliżasz się do celu.

Zmotywowany?

Teraz zamień prokrastynację – w działanie i dobry plan.  Z dobrego planu – zrób pierwszy krok.  A później wskocz w kolejne, będąc dumnym z obserwowanych efektów.